wtorek, 22 marca 2011

List z postulatem do premiera

Na Facebooku trwa kampania pod nazwą "Miłość nie wyklucza", która ma na celu lobbowanie na rzecz wprowadzenia ustawy o związkach partnerskich. Tymczasem premier Donald Tusk na swojej stronie opowiada o osiągnięciach swojego rządu i snuje wizje na przyszłość. Premier zachęca obywateli do wysyłania swoich postulatów, które mają mu pomóc zorientować się, co jest dla nas ważne. "Miłość nie wyklucza" zachęca do wysyłania postulatów o wprowadzeniu wspomnianej ustawy, by pokazać, co jest ważne dla walczących z wykluczeniem. Napisałam żarliwy list i wysłałam go Panu Premierowi. Ciekawa jestem, czy w ogóle go przeczyta. Jeśli nie, to jest nadzieja, że chociaż Wy go przeczytacie.



Szanowny Panie Premierze!


W swoim programie rządowym na najbliższe lata kreśli Pan piękną wizję przyszłości Polski- kraju nowoczesnego, europejskiego, nastawionego na rozwój i edukację. Pana wizja jest bardzo atrakcyjna i myślę, że wielu rozsądnie myślących ludzi chętnie weźmie udział w jej realizacji. Przyłączy się ich jeszcze więcej, jeśli nie zapomni Pan o tych, którzy również marzą o nowoczesnej i dynamicznie rozwijającej się Polsce, ale nie mogą w tym rozwoju w pełni uczestniczyć z powodu swojego wykluczenia. Ludzie, którzy nie są szczęśliwi w życiu osobistym, nie będą w stanie zainteresować się życiem publicznym i gospodarczym kraju.

Większość z nas  przede wszystkim marzy o miłości i założeniu rodziny, a dopiero potem o dobru swojego kraju i społeczeństwa. Ludzie żyjący w związkach jednopłciowych, nie czują się w naszym kraju bezpieczni ani pod względem prawnym ani pod finansowym. Wiedzą, że w przypadku śmierci lub choroby któregoś z nich nie będą mogli pomóc ani zabezpieczyć tej drugiej osoby na przyszłość. Nie mogą liczyć ani na rentę po zmarłym partnerze, ani na to, że będą mogli dalej spokojnie mieszkać w tym samym lokalu.


Osoby wychowujące dzieci w związkach jednopłciowych, wiedzą, że w razie ich nagłej śmierci, dzieci nie będą mogły pozostać z drugim przybranym rodzicem, z którym łączy je silna rodzinna więź, a trafią do placówki opiekuńczej. W ten sposób stracą oboje rodziców, choć jeden wciąż będzie przy życiu, a one nie będą rozumiały, dlaczego nie mogą z nim być. Nie wspominając już o tym, że osoba opłakująca śmierć partnera tej samej płci, nie ma prawa do dysponowania ciałem ukochanego lub ukochanej. Według prawa jest przecież obcą osobą, a jej osobiste, głębokie uczucia są całkowicie przez nasze ustawodawstwo ignorowane.

Kolejnym problemem są rozliczenia podatkowe: osoby homoseksualne żyjące w związkach rozliczają się jak osoby samotne, co zwiększa koszty ich utrzymania i wywołuje poczucie niesprawiedliwości.

Wreszcie jest też kwestia dumy i poczucia zadowolenia, jakie daje ludziom bez względu na płeć i orientację oficjalne potwierdzenie ważności związku. Nie mówię tutaj o małżeństwie, a po prostu o związku dwojga kochających się ludzi, którzy pragną być ze sobą i czuć się bezpiecznie.

Panie Premierze, postuluję wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich, która chroniłaby prawa majątkowe i rodzinne osób tej samej płci wybierających wspólne życie we dwoje. Podobne ustawy regulują prawa związków mniejszości seksualnych w wielu krajach Europy, której jesteśmy częścią. Chcemy być w Europie równorzędnym partnerem, godnym przewodnictwa w Unii Europejskiej, a nie jej zacofanym zaściankiem. Nowoczesność to nie tylko inwestycje w infrastrukturę i biznes, to również otwartość na zróżnicowanie, które jest bogactwem kulturowym ludzkości. Głęboko wierzę, że tylko szczęśliwe społeczeństwo jest w stanie zbudować prawdziwie nowoczesne i stabilne państwo. Dążąc ku przyszłości, nie zostawiajmy w tyle pewnej grupy obywateli. Bez nich nie zajdziemy za daleko.

Z poważaniem,

Katarzyna Abramowicz

piątek, 11 marca 2011

Abramasia się inauguruje


Zaczynam po raz nie wiem który i odczuwam tak znajomą mieszankę uczuciową: oto radość z zebrania się w sobie i stawienia czoła nowej przygodzie łączy się w mojej głowie z lękiem, że wkrótce całe to rozkoszne przedsięwzięcie mi się znudzi, słomiany ogień wygaśnie i kolejny wirtualny dziennik pokryje się kurzem zapomnienia. Dochodzą też wyrzuty sumienia i żal, że przez te wszystkie tygodnie i miesiące nic nie pisałam. Tyle wrażeń, myśli, spostrzeżeń i wspomnień uciekło w niebyt, a tu nadchodzą nowe, atakują mnie zewsząd i… też już ich nie ma. Tak czy inaczej, muszę coś wreszcie napisać. Mało tego! By pisanie swoje uczynić dla siebie jeszcze bardziej ekscytującym, mam zamiar tłumaczyć swoje wpisy na angielski. Dzięki temu będą dostępne dla moich znajomych, którzy nie mają szczęścia znać polskiego. Jednak przede wszystkim chcę w ten sposób ćwiczyć swoje raczkujące zdolności translatorskie. Zachęcam tym samym wszystkich czytelników anglojęzycznych do komentowania wersji angielskiej. Bądźcie jednak dla mnie życzliwi- dopiero się uczę!

Pomysł na dwujęzycznego bloga miałam już dość dawno. Sprzyjało mu poznawanie niepolskich znajomych oraz mozolnie rozwijająca się kariera tłumaczki. Ponoć najlepiej jest uczyć się na własnych błędach. Bezpośrednim impulsem do założenia tej strony było inauguracyjne spotkanie klubu Krytyki Politycznej w Londynie. Miałam swego czasu przyjemność uczestniczyć w organizowanych przez KP arcyciekawych spotkaniach i wykładach w Gdańsku, więc pojawienie się jej nowego oddziału na Wyspach przywitałam z wielkim entuzjazmem. Już zanim tam poszłam, wiedziałam, że na pewno będzie o czym pisać, więc ustaliłam, że zdam relację wszystkim z tego wielkiego zdarzenia.

Tytuł imprezy brzmiał: Critique of European Reason (Krytyka Europejskiego Rozumu), miało to być mądre, bo nawiązujące do Kanta, ale nie wiem właściwie jaki miało związek z tematem debaty a mianowicie sytuacją europejskiej lewicy. Czy chodziło o to, że lewicowość jest rozsądna, czy może wręcz przeciwnie? Nikt się jednak do tego nie odniósł.

Na początku wystąpił profesor Zygmunt Bauman- uroczy człowiek, który zwracał się do publiczności per “dear friends”. W swoim wykładzie opowiadał go początkach partii robotniczych w Europie. Mówił o tym, że lewica straciła rację bytu wraz z zanikiem klasy robotniczej i teraz musi się odnaleźć na nowo, ale nie wiadomo jak. Bauman był w tej kwestii dość pesymistyczny: z założenia lewica reprezentowała ubogich i wykluczonych. Dzisiaj nie ma całej klasy takich ludzi; istnieją najwyżej jakieś grupy wyrzutków, ludzie żyjący na marginesie, ale nie tworzący jedności, która mogłaby się stać siłą polityczną.

Późniejsza część debaty była głównie poświęcona Żydom. Obejrzeliśmy krótki film Yael Bartany, w którym występuje Sierakowski i wzywa polskich Żydów do powrotu do kraju. Ten pełen gorących emocji apel, wykrzyczany do wydawałoby się bezpowrotnie utraconej przez nas mniejszości złapał mnie za serce. Odebrałam go jednak jako coś poetyckiego, może symbolicznego, jako wyraz otwartości na innych. Sierakowski uważa, że Polska dzisiaj to spełniony sen Hitlera: jeden naród, jedna rasa, jedna religia. Wydawało mi się, że chodziło mu o brak różnorodności w Polsce, który nie sprzyja rozwojowi i fermentowi umysłowemu, ale nie brałam go dosłownie. Jednak ludzie na widowni pytali, czy rzeczywiście zapraszał Żydów do Polski, na co Sierakowski potwierdził, ale przyznał, że grzecznie podziękowali za taką propozycję. Potem dyskusja zrobiła się nawet dość gorąca, bo zaangażowana w sprawy Bliskiego Wschodu Joanna Rajkowska zaczęła krzyczeć na Sierakowskiego, że Żydzi wracający do Polski powinni oddać izraelskie paszporty. Nie dziwię się jej, że ma do tego tak emocjonalny stosunek, bo była na Zachodnim Brzegu i widziała z bliska zbrodnie izraelskich żołnierzy. Z drugiej strony ona też odebrała pomysł Sierakowskiego zbyt dosłownie.

Wszystko to było może trochę chaotyczne i nie wiadomo na jaki temat, ale naprawdę inspirujące. Zaczęłam rozmyślać o tym, jaka miałaby być ta lewica, z którą ja bym się mogła identyfikować. Wymyśliłam więc, że ta lewica musiałaby być nowoczesna, elastyczna, rozumiejąca potrzeby bezustannych zmian, ale takich, które mają na uwadze dobro wszystkich i nikogo nie wykluczają. To taka siła polityczna, która gromadziłaby wokół siebie wrażliwców i ludzi otwartych; jak powiedział Bauman: marzycieli. Taki chyba jest w dużym stopniu ruch KP, ale nie wyobrażam sobie, że mógłby on pozostać taki sam, gdyby jego przedstawiciele sięgnęli po władzę. Głęboko wierzę, że każda władza deprawuje. A zatem Krytyka Polityczna- tak, polityka- nie!